Przesłuchałem cały album młodzieńców z Attack Attack !
12/06/2009Tagi: Attack Attack !, metalcore, Someday Came Suddenly, Stick Stickly
I to jakieś 10 razy. Czy to szczyt odwagi, czy też głupoty z mojej strony ?
O chłopakach z Attack Attack ! pisałem kilka dni temu w kontekście ich teledysku do utworu “Stick Stickly”, który pretendował moim zdaniem do największego dziadostwa w historii muzyki w ogóle. Po Waszych komentarzach utwierdziłem się w przekonaniu, że w swojej opinii nie jestem osamotniony.
Jednak wrodzona ciekawość kazała ni dokonać czynu, który w konsekwencji zasiał we mnie ziarno niepewności. Otóż postanowiłem zapytać Wujka Torrenta, co myśli o debiutanckiej płycie wspomnianego zespołu, a że był na TAK, to “zorganizowałem” sobie egzemplarz do odsłuchu.
Pierwsze odpalenie płytki i już moja cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę. Utwór numero uno to jakieś krótkie intro w rapowym klimacie z samplami w tle i murzyńskimi “joł joł” czy czymś podobnym, po czym dźwięki płynnie przechodzą w znany już Wam nieszczęsny utwór “Stick Stickly”. Swoją drogą widziałem teledysk już tyle razy, że wspomniany kawałek już nie wywołuje u mnie tak silnych ataków herzklekoty a słynna wstawka techno powoduje, że mam zamiar łyknąć z dwie tablety i pojechać na Mayday do katowickiego Spodka. Oczywiście żartuję heh.
W zasadzie znając ten jeden wałek możecie sobie wyobrazić, co spotkało mnie dalej. Mix maksymalnie ugrzecznionego metalcore’a oraz emo coś tam z licznymi wstawkami w postaci sampli i efektami na wokalach. Siódmy kawałek to dla odmiany rasowa techniawa, taka maksymalnie przebojowa (jeśli można tak powiedzieć). Później znów dość zgrabne połączenie wszystkiego z wszystkim, by na sam koniec w ostatnim, dwunastym kawałku zaproponować spokojny motyw na fortepianie. I to już koniec. Ufff. Szybko minęło te trzydzieści minut…
Zaraz, zaraz ? Czy to znaczy, że nie nudziłem się zbyt mocno słuchając tego czegoś ?
Abstrahując od tego, że dla większości z nas łączenie gitarowego grzańska z tak skrajnymi stylami jest profanacją samą w sobie i należy się za nią solidna chłosta, to jednak przy odrobinie dobrej woli można przez to przebrnąć i to bez ubytku na zdrowiu. No ale fakt pozostaje faktem, że do ortodoksów nigdy nie należałem i czasem sięgam w rejony muzyczne, w których nie uświadczy się ani grama szatana.
Powiem tak: gdybym był 13/14 letnim półgłówem wychowanym na dzisiejszej MTV (która już nawet nie jest Music Television, bo zamiast teledysków lecą w niej jakieś nawiedzone programy o życiowych rozterkach amerykańskich nastolatek), to pewnie łyknąłbym Attack Attack ! niczym młody pelikan. A tak, to mogę spokojnie go sobie przesłuchać i zapomnieć. W każdym razie nie nudziłem się strasznie podczas kontaktu z płytą “Someday Came Suddenly” - a to już coś.
Muzyka muzyką, ale dalej nie zmienię zdania co do tego, że image mają gorszy niż Steel Panther. Zdecydowanie bardziej wolę ich słuchać niż oglądać. A że w poszukiwaniu oryginalności zapuszczają się tak daleko ? Ich sprawa. Przynajmniej jest o nich głośno. Podejrzewam, że znajdzie się w Stanach nie jeden zbuntowany nastolatek, który wyda ostanie parę dolarów, by obejrzeć ich koncert.
P.S. Albercik dalej utrzymuje, że chłopaki są gaytarded…
Ilość komentarzy: 4